MATKA DOJADAJĄCA!

O nie! Znowu to zrobiłam! Znowu dojadłam obiad po Baśce (oczywiście nie byłam głodna, bo wcześniej zjadłam swoją porcję). Ale to nic…Później w sklepie dojadłam ciastko, z którego Baśka obgryzła tylko czekoladę. Mogłam spakować – na później, ale nie! Moje łakomstwo podpowiadało mi: „przecież nie może się zmarnować“. Pewnie, że nie może, ale są przecież inne sposoby, żeby się nie zmarnowało. Zatem postanowione…jeżeli już ktoś dojada to Stary, nie ja. Po drugie, mniejsze porcje. I w końcu „recykling“ tego, co powstało w mojej kuchni.

Natępnego dnia zrobiłam na śniadanie jaglankę na wodzie z jabłkami i migdałami. Nie cieszyła się mega powodzeniem (jak prawie każda moja poranna propozycja), ale opowiadając przeróżne historie i karmiąc figurki i zwierzęta połowa miseczki zniknęła. Ja zjadłam drugą, a w garnuszku ciągle pełno…też tak macie, że zawsze zrobicie za dużo? W myśl nowej zasady przerabiania, postanowiłam na podwieczorek zrobić malinowy budyń jaglany (przerobiłam trochę ten przepis). Do porannej jaglanki dodałam odrobinę mleka ryżowego, troszkę malin, podgrzałam, zblendowałam i… znowu wyszło jakoś dużo. Baśka zjadła małą miseczkę, ja troszkę większą, a w garnuszku ciągle pełno…Pomyślałam – zamrożę. Jak nic z tego nie wyjdzie trudno, ale nie zaszkodzi spróbować. Wlałam budyń do foremek na lody. TADAM – SĄ! Pyszne malinowe jaglane lody. Są naparwdę dobre i ewentualnie mogę je zawsze dojeść;) Chociaż zazwyczaj nic nie zostaje.

IMG_5138IMG_5122IMG_5124

CHORUJEMY

Co tu dużo pisać, dopadło i nas! Chorujemy…chociaż Baśka po tygodniu w domu i po bańkach czuje się fantastycznie. Dzisiaj poszła do przedszkola – ufffff! Niestety u Jadzi do kataru dołączył kaszel…Macie jakieś sprawdzone sposoby na przeziębienie u takiego malucha?

ZRÓB TO SAMA!

Od kilku dobrych tygodni Baśka ma zajawkę na chowanie się. Więc opcja był taka, że trzeba było wskakiwać pod koc, albo matka trzymając nogi w górze z zarzuconym kocem musiała udawać namiot…przez parę minut było fajnie, cieszyłam się, że moje mięśnie brzucha trochę pracują, ale nie dało się tego długo wytrzymać.  Zrozumiałam, dlaczego rodzice swoim dzieciom kupują namioty. Zrozumiałam, że muszę zrobić to i ja! Ochoczo zaczęłam szukać namiotów w necie. Miał być ładny, nie za duży, coś w stylu tipi…Ok, jest dużo fajnych namiotów, ale cena – przerażająca!!! Nie ma opcji, żebym wydała cztery stówy na kilka patyków i kawałek materiału. Postanowiłam, że namiot zrobię sama! Zrobiłam zakupy za 117,53 zł (listwy 29,30 zł, farba 18,50 zł, pędzle 14,99 zł, gwoździe 8,75 zł, klej 5,99 zł, sznurek 10 zł, materiał 30 zł) i wzięłam się do roboty. Trwało to parę dni a jaki jest efekt? Zobaczcie!

WAKACJE, WAKACJE!

Nie, nie na razie nigdzie się nie wybieramy – niestety. Ale jakoś nie było okazji podzielić się z Wami zdjęciami z wakacji. A wakacje były wyjątkowe – pierwsze w pełnym składzie. Co robiliśmy?

biegaliśmy po plaży, goniliśmy fale, Wakee był bardzo zadowolony,

kapaliśmy się w rzece, jedliśmy lody, podziwialiśmy zachody słońca,

Jadzia pięknie spała słysząc szum fal, Baśka szalała od rana do nocy,

piliśmy wino, zbieraliśmy jagody, budowaliśmy zamki z piasku,

grillowaliśmy rybę, oglądaliśmy stare drzewa i ślimaki

a Stary stwierdził, że odpocznie sobie później w pracy 😉

Basia Debki 10Basia Debki 9Basia Debki 5Basia Debki 6Basia Debki 11Basia Debki 12Basia Debki 3Basia Debki 4Basia Piasnica 4