LODY – DOMOWE I BEZ CUKRU!

Baśka bardzo lubi oglądać nasze filmiki, co więcej ma swoich kilka ulubionych. Ostatnio jednak zobaczyła ten, w którym czarujemy z kaszy i na koniec robimy lody jaglane. Efekt? Przez trzy dni słyszałam: „mamo zróbmy lody”! Dobra, to robimy. Ale inne tym razem. Odebrałam Baśkę trochę wcześniej z przedszkola (przed spaniem) – ona lubi takie niespodzianki i zabrałyśmy do roboty. Przepis jak zwykle u nas jest bardzo szybki i bardzo prosty. Wystarczy odrobina płatków owsianych, dowolne owoce i jogurt naturalny. Przydadzą się też foremki do lodów albo takie na babeczki. Na samo dni foremek wrzucamy odrobinę płatków owsianych. Następnie jedziemy z jogurtem – pierwsza mała warstwa. Na nią wrzucamy owoce a całość znowu przykrywamy jogurtem. Na samą górę można dorzuć kakao albo owoce tak dekoracyjnie – pełna dowolność. Następnie wszystko wędruje w zamrażalce na dwie, trzy godziny.

Lody tudzież babeczki lodowe są naprawdę extra! Ładnie wyglądają, świetnie smakują. Mogą być idealnym deserem

JADWIGA NIE CHCE SPAĆ…

Japońskie powiedzenie mówi, że jeżeli nie możesz spać w nocy, to oznacza że jesteś właśnie w czyimś śnie. Zatem wszystko wskazuje na to, że moja córka Jadwiga śni o mnie namiętnie. Ale krótko, bo potem razem nie śpimy! W przeciwieństwie do mnie Jadwiga nie chce spać! Co się wtedy dzieje? Jest rzucanie smoczkiem na odległość, jest płacz i niezadowolenie spowodowane tym, że mama odkłada do łóżeczka. Po kolejnej walce o sen lądujemy razem w łóżku Baśki (Baśka w nocy idzie do dużego łóżka) i jakoś zasypiamy. Ale nie oszukujmy się, nie jest to komfortowa sytuacja.

Chociaż od paru dni jest lekki progres. Nie walczę z Jadzią i nie wrzucam jej do łóżeczka. Pozwalam zasnąć z Baśką. I one dwie, razem tak słodko zasypiają. Baśka tradycyjnie w nocy wędruje do nas, ale sama Jadzia śpi dalej. Nie chce zapeszać, ale naprawdę jest dobrze.  Ok muszę jeszcze opracować metodę wychodzenia z pokoju i pozbyć się tego cholernego smoczka. Właśnie zbieram siły. Trzymajcie kciuki za mnie i za nasz sen i odpalcie trzecią ostatnią już część rozmowy z Agnieszką Piotrowską.

A Wasze dwulatki jak śpią?

CZY TWOJE DZIECKO DOBRZE ŚPI? cz.2

Kiedy odzwyczaić dziecko od smoczka? Czy spanie z dzieckiem to dobry pomysł? Jak długo dziecko powinno spać w dzidziusiowym łóżeczku ze szczebelkami? M.in. na te pytania odpowiada Agnieszka Piotrowska z twojadobranocka.pl w drugiej części naszej rozmowy. Dobrego odbioru!

A czy Twoje dziecko dobrze śpi?

 

CZY TWOJE DZIECKO DOBRZE ŚPI?

Jak dziewczyny były małe spały pięknie! Wiadomo budziły się na karmienie, czasem się przebudziły, ale nie miałam żadnych, ale to żadnych powodów do narzekań i wszystkie historie o nieprzespanych nocach i nieprzytomnych matkać budziły moje zdziwienie. Ale do czasu, właśnie przyszła na mnie pora! Jak usypiać dziecko?

Powiem Wam szczerze, że usypianie u mnie to jakiś dramat. Cały proces trwa wieki: bajka, świrki na łóżku, piciu, siku, bajka, kołysanka, mama głaszcz… Finał jest taki, że Baśka pada o 22- giej a ja bym bardzo chętnie padła razem z nią. Ale wiadomo jak jest, trzeba chatę i siebie ogarnąć i zmontować kolejny filmik. Do tego wszystkiego Jadzia od jakiegoś czasu bardzo kiepsko śpi. Budzi się w nocy i nie śpi po parę godzin, więc rano jestem nieprzytomna.

Dlatego z czysto egoistycznych pobudek spotkałam się ze specjalistką od snu dzieci Agnieszką Piotrowską. Agnieszka prowadzi stronę twojadobranocka.pl i pomaga mamom, żeby ich pociechy spały długo i spokojnie. A tak bardziej serio mam nadzieję, że Wy też na tej rozmowie skorzystacie. Będą spokojnie dwie a kto wie może nawet trzy części. Dzisiaj zapraszam na pierwszą.

P.S śmiało piszcie jak to u Was jest z tym spaniem…

WIOSNA, PYSZNE JEDZENIE I MANDAT…

Zawsze się zastanawiam czy wrzucać takie szybkie, krótkie vlogi czy nie wrzucać… Ale co tam! Jest wiosna, jest super miło i w sumie dlaczego miałabym się z Wami nie podzielić fajnie spędzonym czasem. Byłam w tym tygodniu na warsztatach Fit&Easy i po raz kolejny było przepysznie i przemiło. Warsztaty prowadził Jasiek Kuroń a oprócz pysznego i zdrowego jedzenia, piliśmy super koktajle. To gotowa mieszanka warzyw od Fit&Easy, którą wystarczy połączyć z sokiem lub mlekiem zblendować i gotowe.

Po warsztatach spieszyłam do moich pociech, żeby je szybko odebrać i skorzystać z pięknej pogody. Tak, plac zabaw musiał być zaliczony. I powiem Wam, że już tęsknie do tych pikników w parku na placu zabaw, gdzie z innymi mamami siedzimy sobie na kocykach, jemy owoce, ciasteczka, dzieciaki razem biegają, szaleją. Dobrze, że już wiosna!

Jedynym kiepskim akcentem dnia był mandat, ale to już szczegóły w filmiku…

WYJAZDOWY VLOG – NARTY, DESKA, SŁOŃCE…

To był dobry plan, żeby pojechać pierwszy raz na narty w styczniu do Białki. Baśka nauczyła się jeździć a zdobyte  umiejętności narciarskie można było wykorzystać w marcu! Bo właśnie wróciłyśmy z Włoch, z Folgarii, z narciarskiego obozu rodzinnego. Było bosko. Był śnieg – co najważniejsze! Mieliśmy jakieś dzikie szczęście, bo Ci, którzy byli chwilę przed nami tudzież gdzieś obok, za dużo go nie mieli. Było słońce, pyszne jedzenie i to do pełni szczęścia wystarczyło. W końcu pojeździłam na desce a czekałam na tę chwilę całe 5 lat. Pewnie się zastanawiacie co z Baśką w tym czasie? Otóż te rodzinne wyjazdy są tak zorganizowane, że dzieci jeżdżą w małych grupach z instruktorami a rodzice sami! Baśka znała instruktorów z Białki więc ochoczo z nimi śmigała. Spotykałam się z nią na lunch na stoku, czasem po południu jeździłam razem z jej teamem. Mniej więcej o godzinie 16-tej wracaliśmy do hotelu, gdzie na dzieciaki czekał basen i godzina zajęć twórczych z instruktorami. O 19-tej kolacja i tutaj rzecz niebywała. Dzieciaki były tak zmęczone, że nie dawały rady dokończyć deseru. A tekst:  „mamo ja już nie mam siły zjeść tych lodów” za każdym razem bawił mnie do łez. Finał był taki, że najpóźniej o godzinie 21-ej Baśka spała grzecznie w łóżku a ja mogłam napić się w spokoju wina.

Mam świadomość, że powyższy opis to istna sielanka. Ale, spokojnie były momenty kryzysowe. Baśka przecież śpi w przedszkolu w ciągu dnia i po lunchu ciężko ją było przez te pierwsze dni na narty znowu wyciągnąć. Marudziła, brzęczała, pokładała się, ale na szczęście ukochana instruktorka ogarniała Barbarę mistrzowsko a po za tym nie miała wyjść, musiała przecież zjechać do bazy, do hotelu na nartach. W połowie wyjazdu było już spoko i bardzo jej się podobało to, że po południu dołączałam czasem do jej grupy i mogłyśmy się ścigać czy wjechać razem latającą kanapą.

Niestety bywam czasem gapą i zapomniałam aparatu. Ale ajfon też dał radę! Zobaczcie naszego wyjazdowego vloga;)

 

 

WAGARY – CZYLI CZAS Z DZIECKIEM

Raz na jakiś czas mam ochotę spędzić sobie dzień tylko z Baśką. Taki nasz dziewczyński dzień. Nie spieszyć się, niczym nie przejmować – takie beztroskie wagary. Właśnie, Baśka poznała nowe słowo i te wagary bardzo jej się spodobały. Tym razem pretekstem do zrobienia sobie wolnego była wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie. Wiedziałam, że wolę ją odwiedzić na spokojnie w tygodniu, mieć czas na wszystkie sale itd. Mowa o wystawie „W Muzeum wszystko wolno”, która  jest genialna! Składa się z 6 małych wystaw przygotowanych od początku do końca przez dzieci. Przez kilka miesięcy grupa 69-ciu szczęśliwców w wieku od 6 do 14 lat uczyła się o sztuce o projektowaniu i organizowaniu wystaw aż w końcu przeszła przez muzealne piwnice i strychy w poszukiwaniu najciekawszych ich zdaniem eksponatów. I to one właśnie zawisły na ścianach. Podsumowując jeżeli szukacie fajnego miejsca, w którym można kreatywnie spędzić czas z dzieckiem to Muzeum Narodowe jest dobrym miejscem. Swoją drogą odbywa się tam wiele zajęć i warsztatów, więc warto śledzić wszystko na ich stronie. Ale wiadomo, nie samą sztuką człowiek żyje! Co jeszcze robiłyśmy na wagarach? Odpalcie naszego vloga.

Aaaa i jest konkurs. Do wygrania 10 podwójnych biletów do Muzeum Narodowego na wystawę „W muzeum wszystko wolno”. Szczegóły na naszych Facebooku. Powodzenia!

OBIAD W 10MINUT #3

Bardzo lubię te moje kulinarne wyzwania. Bardzo lubię też  zjeść czasem coś, co przypomina „fastfooda”, ale jest w dużo lepszym domowym wydaniu. I tak myśląc o kolejnym szybkim obiedzie wpadłam na pomysł zrobienia hambuksów. Toż mięcho robi się praktycznie samo, a bułę wystarczy podpiec. Ale, ale… to wbrew pozorom wcale nie jest takie proste. Cały sekret tkwi w dobrym mięsie. I tutaj nie ma żartów. Jak wiem, że będą burgery, to śmigam na bazar na polną do polskich steków. Tam mają specjalną mieszankę mięs przygotowaną do hamburgerów. Wychodzą idealne, nie za suche, nie za tłuste. Kolejny myk, to brak jajka. Wiem, że jak myślisz mielony to myślisz jajko, ale to nie tędy droga. Zatem rezygnuję z jajka a dodaję sól, pieprz i natkę pietruszki. Dobre mięso nie potrzebuje dużo przypraw. Formowane kotlety smażę po kilka minut z każdej strony.

Do piekarnika wrzucam buły. Potem wjeżdża ser. Jak jest sezon pojawia się chrupiąca sałata, słodki pomidor i świeża cebula. A jak nie sezon, to wtedy….Nie będę już pisać. Zobaczcie filmik jak z Baśką robimy burgery.