JUŻ ZA NIMI TĘSKNIĘ!

Do imprezy See Bloggers już zawsze mieć będę sentyment. W zeszłym roku to była moja pierwsza impreza blogosfery i od razu przeżyłam szok. Nie miałam pojęcia, że twórców jest tak dużo,  że to wszystko takie profesjonalne, że wszyscy się rozwijają, integrują itd. Wróciłam z głową pełną pomysłów i postanowieniem, że będę rozwijać swój kanał na YT. Oczywiście nie zrobiłam w tej materii tyle, ile bym chciała (patrz dzieci, dom, praca), ale udało mi się to zrobić na tyle, żeby zostać zauważoną. I tak w tym roku po raz pierwszy dołączyłam do grona prelegentów. Wielka radość. Byłam gościem dwóch paneli w strefie parentingu. Z innymi matkami z sieci zastanawiałyśmy się najpierw, co zrobimy jak nam dzieci dorosną a potem rozmawiałyśmy o tym, co tak naprawdę  w tym parentingu zażera tekst, zdjęcia a może video. W innych strefach też pięknie się działo. I trochę żałuje, że tego czasu mimo wszystko tak mało. Za mało, żeby posłuchać i poznać tych, co ciekawie mówią.

Będę się też trzymać tego, że najfajniejsze jest to, że możemy się po prostu spotkać. Pędziłam jak szalona, żeby uściskać Flowummy i Tekstualną. Mogłam poplotkować z Malwiną i Agnieszką – one o parentingach wiedzą wszystko;) Napić się wina i zjeść kolację z najlepszym blogującym małżeństwem jakie znam Magdą i Maćkiem – bezcenne.  Wprosiłam się na Mazury do Jaskółki. Poznałam Kasię, która jest mega wyluzowana i zawsze szczera. Pokochałam Agnieszkę! Widziałam jej zdjęcia na Insta – mrs. polkadot, ale odkryłam jej teksty, pomysły, inne zdjęcia – kozak! A to i tak nie wszyscy, mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać. I to jest właśnie najpiękniejsze. I już tęsknię….Dobrze, że mamy te blogi, to przynajmniej można zobaczyć, co u kogo słychać;)

 

 

ZAWSZE O NIM MARZYŁAM!

Lubię jeździć na rowerze. Jak byłam w zeszłym roku jesienią w Holandii to po raz kolejny uświadomiłam sobie, że to jest świetny środek komunikacji przez cały rok – nie tylko wtedy, kiedy jest ciepło, a podróż rowerem nad morze – bezcenna. I tam też bacznie obserwowałam jak jeżdżą matki. Dwa foteliki na jednym rowerze to norma.  Ale bardzo dużo jest też cargo bike’ów, czyli tych, co mają budkę z przodu. Może ona być na jednym kole lub na dwóch. Dwa koła mają sens, obawiam się, że z jednym mógłby być problem z równowagą.

Po powrocie zmieniły się dwie rzeczy. Rzeczywiście jeździłam rowerem cały rok (ok oprócz mega mrozów i śniegu) i zachorowałam na rower z budą. Cena nowego mnie powaliła więc jedynym rozwiązaniem dla mnie był rower używany. A gdzie go szukać? Oczywiście w Holandii. Na szczęście moi rodzice mają tam znajomego, który pomógł pojazd ogarnąć i jest! Jest z nami i jest cudowny. Dlaczego taki cudowny i jak się na nim jeździ… to wszystko oczywiście w filmiku.

 

 

JAK ODPIELUCHOWAĆ DZIECKO?

Dobra! Tak serio to nie wiem jak to się robi skutecznie, nie znam jakiejś super metody. Ale wiem jedno. Trzeba być pewnym, że to jest ten moment i po prostu to zrobić! Determinacja i cierpliwość to słowa klucze. Pamiętam jak Baśka miała dwa lata z hakiem i zbliżały się Święta Bożego Narodzenia i postanowiłam, że to koniec. Koniec z pieluchami. Nie w pakuje się z jednych w drugie. Pod koniec marca miała urodzić się Jadzia. Postanowiłam, że ten rodzinny czas wykorzystam, żeby odpieluchować Barbarę. I udało się! Po przerwie świątecznej Basia wróciła do żłobka i pełen sukces. Wiadomo wpadki się zdarzały, ale zdarzają się nawet najlepszym. Nie pamiętam tego momentu, kiedy pożegnaliśmy się z pieluchą na noc, ale poszło to jakoś płynnie i naturalnie. Tutaj akurat sprawdziło się odwiedzanie toalety „na śpiocha”, ale to przez krótki czas.

Więcej, oczywiście w filmiku! Dobrego odbioru;)

OSTATNI DZIEŃ PRZED WAKACJAMI…

Wakacje! Pamiętam te moje pierwsze, szkolne. Miałam 7 lat i pojechałam na kolonie zdrowotne do Ciechocinka. To był czad. Teraz takie rzeczy się nie dzieją. Spaliśmy w szkole, normalnie klasy zamieniały się w pokoje małych wakacjuszy. Były gry i zabawy, pierwsze dyskoteki, spacery pod grzybek czy szaleństwa w odkrytym basenie solankowym – mam wrażenie, że ówczesne rozrywki nie zadowoliłyby dzisiejszej młodzieży, a szkoda. I słuchałam Roxette, na dysce królowały ich hiciory. Pamiętam, że po powrocie kupiłam ich kasetę. W Ciechocinku była jeszcze jedna fajna rzecz. To był hotel Amazonka, na tyłach którego była stadnina koni. Przesiadywałam tam godzinami a po dwóch latach kolonie zdrowotne zamieniłam na obozy jeździeckie w Amazonce właśnie. I tak zaczęła się moja przygoda z jeździectwem, o której może później więcej Wam opowiem.

Teraz na hasło wakacje w głowie pojawia się głównie jedna myśl – trzeba coś zrobić z dziećmi!!! Mamy w planach krótkie wyjazdy, ale to za czas jakiś. Na razie mamy mnóstwo roboty a dzieci wyprawiliśmy do dziadków. Pierwszy raz razem, one same. A ja? Wyspałam się, nie musiałam biegać i załatwiać wszystkiego do 16-tej, poszłam o 8 rano na trening, zjadłam w spokoju obiad, wypiłam dwie ciepłe kawy i jakoś tak dziwnie. Cicho. A jeszcze dwa dni temu…zobaczcie jak wyglądał nasz ostatni dzień przed wakacjami.