U DENTYSTY JEST SUPER!

Z dentystą jak z fryzjerem, chodzi się do swojego, najlepszego i ukochanego. Nie wyobrażam sobie pójść ot tak, do pierwszego lepszego! A mój dentysta jest naprawdę super. Co więcej myślą też tak moje dziewczyny i ochoczo idą na każdą wizytę. Dobra, dobra dla Jadzi był to pierwszy raz, ale dziewczyna była bardzo dzielna. Przyznaję, bajki też zrobiły swoje, ale oczywiście super podeście do dzieci doktora nie bez znaczenia.

Trochę się spóźniłyśmy… Tak naprawdę pierwsza wizyta powinna odbyć się po drugich urodzinach. Na szczęście Jadzia miała zdrowe zęby. Gorzej u Barbary – pierwsza mini próchnica. Słodycze, umyte w pośpiechu zęby czy mleczko tudzież kawałek chleba wieczorem po umytych już zębach. To wszystko ma mega znaczenie. A profilaktyka to przede wszystkim porządne mycie zębów i regularne kontrole. Cieszę się bo po wizycie u dentysty moje dziewczyny dużo lepiej myją zęby, zwłaszcza Baśka. Z Jadzią cały czas mam problem, żeby nie zjadała pasty tylko uczyła się szorować jak starsza siostra. Znacie to? Jak u Was wygląda sytuacja? Wasze pociechy lubią chodzić do dentysty?

 

ZAWSZE O NIM MARZYŁAM!

Lubię jeździć na rowerze. Jak byłam w zeszłym roku jesienią w Holandii to po raz kolejny uświadomiłam sobie, że to jest świetny środek komunikacji przez cały rok – nie tylko wtedy, kiedy jest ciepło, a podróż rowerem nad morze – bezcenna. I tam też bacznie obserwowałam jak jeżdżą matki. Dwa foteliki na jednym rowerze to norma.  Ale bardzo dużo jest też cargo bike’ów, czyli tych, co mają budkę z przodu. Może ona być na jednym kole lub na dwóch. Dwa koła mają sens, obawiam się, że z jednym mógłby być problem z równowagą.

Po powrocie zmieniły się dwie rzeczy. Rzeczywiście jeździłam rowerem cały rok (ok oprócz mega mrozów i śniegu) i zachorowałam na rower z budą. Cena nowego mnie powaliła więc jedynym rozwiązaniem dla mnie był rower używany. A gdzie go szukać? Oczywiście w Holandii. Na szczęście moi rodzice mają tam znajomego, który pomógł pojazd ogarnąć i jest! Jest z nami i jest cudowny. Dlaczego taki cudowny i jak się na nim jeździ… to wszystko oczywiście w filmiku.

 

 

SZYCIE GŁOWY!

Jeżeli miałabym typować, która z moich dziewczyn pierwsza rozwali łeb i będzie miała szycie tudzież złamie sobie kończynę, to zdecydowanie obstawiłabym Baśkę. To ona jest zawsze pierwsza na drzewie, uskutecznia skoki na murku czy bije się z chłopakami. Typ łobuziarsko – aktywno – sportowy. A tu tymczasem małą biedną Jadziunię framuga pokonała. Lała się krew, była pierwsza podróż karetką i pierwsze szycie. Z resztą okoliczności wypadku i jego następstwa w filmiku są dokładnie opisane. Jest  też odpowiedź na pytanie, co robić po szyciu głowy, kiedy zdjąć szwy i co najważniejsze jaką maść stosować. Powiem Wam, że miałam z tym problem i trudno mi było znaleźć rozwiązanie a w necie nic ciekawego nie znalazłam. Dlatego jak już wiem, to stwierdziłam, że muszę się tym wszystkim z Wami podzielić:)

Ale ten filmik to nie tylko opowieść o szyciu głowy, ale również nasz weendowy vlog. Swoją drogą tym razem, to serio nasz najdłuższy film ever. Usiądźcie zatem wygodnie i oglądajcie. Miłego odbioru!

 

 

JESTEŚMY NA NARTACH!

Długo zastanawiałam się, co by tu wykombinować, żeby Baśka w tym sezonie już całkiem nieźle radziła sobie na nartach. Pierwsza myśl –  wracamy na Górkę Szczęśliwicką od listopada! Ale, co zrobić, kiedy śniegu brak a jazda na igielicie do zachęcających dla początkującego narciarza nie należy. Odpuściłam… Dobra, to pojedziemy gdzieś za granicę. Ale tutaj okazało się, że trudno jest znaleźć miejsce – te fajniejsze wyjazdy bookowane są bardzo szybko. Po drugie trudno jest znaleźć wyjazd w przystępnej cenie i żeby do tego były jeszcze dobrze zorganizowane zajęcia narciarskie dla dzieci, bo wiedziałam, że bez tego taki wyjazd nie ma sensu. A i tak nie gwarantowało to sukcesu, bo nawet w Alpach na pięknych trasach mogło się okazać, że narty wcale nie są takie fajne. Nie ma zatem, co ryzykować. Jedziemy w nasze polskie góry. I plan był taki: pojedziemy teraz na początku roku i jak Barbara z nartami będzie za pan brat, to na ferie pojedziemy gdzieś drugi raz albo później w marcu/kwietniu za granicę. Ach, mi to się marzą południowe włoskie stoki – nie jeździłam na snowboardzie od prawie pięciu lat! Ale wracając do Barbary nagle dostałam olśnienia! Sportusie – przedszkole narciarskie, z którymi Baśka jeździła w zeszłym roku organizują przecież wyjazdy. I tak jesteśmy w Białce. Jak jest? Jak to wszystko wygląda? Jak zorganizowane są zajęcia dla dzieci? To wszystko będzie oczywiście w filmiku po naszym powrocie. A tymczasem przypominam Wam początki Baśki, jeżeli zastanawiacie się, kiedy dziecko może zacząć jeździć na nartach lub od czego zacząć.

A i jeszcze słów kilka o sprzęcie. Nie jestem zwolenniczką kupowania wszystkich gadżetów i sprzętów od razu. Więc na wyjazd narty, buty i kask wypożyczyłam w Warszawie, żeby już wszystko mieć i nie kombinować na stoku. Co więcej okazało się, że sklep/wypożyczalnia, w którym byłyśmy oferuje świetny system lojalnościowy dla dzieci. Płacimy raz, a potem co roku dopłacamy małą kwotę za wymianę butów i nart. Spoko, co nie? To tak, żebyście wiedzieli, że jest taka opcja;)

I jeszcze muszę dodać, że już po dwóch dniach Baśka prawie sama zjeżdża i dzisiaj pierwszy raz wjechała sama orczykiem! #radość #duma

 

JADZIA W ŻŁOBKU

Czas na naszą żłobkową historię. Drugą. Baśka też chodziła, zaczęła jak miała 2 lata. Jadzia ma 1,5 roku i do żłobka chodzi ochoczo. Co więcej w ciągu tych kilku tygodni zrobiła się jeszcze bardziej samodzielna. Sama chce jeść, ubierać się, spacerować itd. Zaczęła też nucić sobie po swojemu przeróżne melodie. Jest super, widzę same plusy – no prawie i uważam, że żłobek, dobry żłobek rzecz jasna, jest ok. Oczywiście początki były trudne. Jak wyglądały? Odpalcie filmik;)

PIERWSZY RAZ U FRYZJERA

Przyznaję, mam bzika na punkcie włosów i fryzjerów. Przez kilkanaście lat byłam wierna jednemu. Nawet specjalnie jeździłam do Poznania, żeby zajął się moimi włosami. Jak zostałam mamą potrzebowałam kogoś na miejscu, tu i teraz! I tak trafiłam na Dobrawę. Dla mnie jest najlepsza na świecie  (swoją drogą nie wiem czy zauważyliście, ale każdy twierdzi, że jego fryzjer jest najlepszy ;)) Naturalne było też to, że Baśka od małego towarzyszyła mi praktycznie w trakcie każdej wizyty i w pewnego razu tak jak mama, miała obcięte włosy. I tak zostało…cały czas chodzimy razem do cioci Dobrawy. A do naszych babskich wypadów dołączyła  Jadzia. To była jej druga wizyta w salonie i pierwsze cięcie! Jak nam poszło? Zobaczcie.

 

NARCIARECZKA

Postanowiłam, że w tym sezonie Barbara po raz pierwszy stanie na nartach. Powoli już planowałam wyjazd w góry…a tymczasem okazało się, że u nas, na warszawskiej Górce Szczęśliwickiej można śmigać na śniegu! A co więcej świetnie funkcjonuje tam narciarskie przedszkole Sportusie. Od razu więc zapisałam Baśkę na pierwsze zajęcia i wszystko oczywiście zarejestrowałam. Lekko nie było…na początku zamiast jeździć na nartach Baśka chciała lepić bałwana. Trudno też było jej się skoncentrować na tym, co ma robić.  Ale jak ciocia Marta dała „paliwo” jakoś poszło…;)

A jakie są Wasze doświadczenia z nartami?

 

PIERWSZY RAZ #1 POKARMY STAŁE

To wcale nie jest proste. Marchewka? Jabłko? A może dynia? Co będzie pierwszym posiłkiem? A do tego porad i wskazówek wszędzie całe mnóstwo. Dobre ciocie wiedzą najlepiej i sugerują serwować zupy maluchowi jak najszybciej. Metoda BLW radzi czekać do 6 miesiąca, co pokrywa się z najnowszymi zaleceniami lekarzy. Ale znowu na wizycie w państwowej poradni pani doktor była oburzona, że moje 5-cio miesięczne dziecko nie zajada się jeszcze słoiczkami.

Postanowiłam zaufać matczynej intuicji i czekać do 6 miesiąca. Chociaż nie powiem, pokusa zafundowania Jadzi pierwszego posiłku była silna, więc na wszelki wypadek zakupiłam eko słoiczki z jabłkiem. Basia zaczęła swoją przygodę z jedzeniem od owoców i moim zdaniem m.in. dzięki temu jest dzieckiem, które lubi jeść i je wszystko.

Na poczatek wybrałam dynię. I próbuje mieszać karmienie łyżeczką z metodą BLW. Byłam święcie przekonana, że Jadzia rzuci się na jedzenie, które trzyma w rękach. Na pewno będzie się krztusić a następnie dławić…A ja z dzikim przerażeniem w oczach nie będę wiedziała, co robić! Czy pukać w plecy, czy odwracać do góry nogami a w telefonie wybierać numer 112. Okazało się, że było zupełnie inaczej. Jak? Zobaczcie.