PRANIE KWIATY I NASZA CHOINKA! WEEKENDOWY VLOG #11

Czy Wam też weekendy mijają tak szybko? I w błyskawicznym tempie zapominacie o tych dwóch niby wolnych dniach w tygodniu? Niby wolnych, bo przecież my matki możemy wtedy nadrobić szereg domowych czynności. Mnie zawsze dopadają ciuchy, pranie, wieszanie i składanie. Ale w ten weekend sama z siebie postanowiłam trochę tych domowych zaległości nadrobić i zabrałam się za sadzenie kwiatów. Idąc tym tropem kupiliśmy nawet choinkę.

Deszcz padał niemiłosiernie przez cały weekend. A ziemia, w której było nasze drzewko zamieniła się w błoto, więc możecie sobie wyobrazić, że transport choinki nie był łatwym zadaniem. Ale jest, udało się i cieszymy się świątecznym klimatem w naszych czterech kątach. Mimo tego, że ten weekend był bardziej domowy to udało mi się zaliczyć dwie imprezy. Jedną w gronie blogerów a drugą z córką Barbarą. Ale nie ma co pisać – zobaczcie wszystko sami! Oto nasz Weekendowy Vlog #11 Dobrego odbioru;)

 

 

HISZPAŃSKA MEDUZA, CZYLI WYJAZDOWY VLOG

To był wspaniały tydzień! Spadłam do 9-tej, jadłam pyszności, leżałam na plaży, skakałam przez falę, zwiedzałam – było idealnie. Tak w mega skrócie wyglądał mój wyjazd z Barbarą do Hiszpanii. Co ciekawe w zeszłym roku dokładnie o tej porze też miałyśmy babski wypad do Holandii, co prawda ten akurat miał być rodzinny, ale nie wyszło. Dlaczego? Odpowiedź w filmiku.

Byłyśmy w miejscowości Torrevieja, ot klasyczny hiszpański kurort położony ok.40 kilometrów na południe od Alicante i do tej miejscowości leciałyśmy samolotem. Mogę się jedynie domyślać, że w sezonie nasze miasteczko na maxa tętni życiem i nie brakuje w nim rozrywek, ale poza sezonem było cicho, spokojnie – tak jak być powinno. Dopisała też pogoda – przez pierwsze trzy dni plażowałyśmy. Później zrobiło się minimalnie chłodniej i taka pogoda była idealna na zwiedzanie i na wycieczkę. A ostatniego dnia było najlepiej! 29 stopni! Samolot miałyśmy dopiero o 23ciej więc do 17tej korzystałyśmy i łapałyśmy nasze ostatnie hiszpańskie promienie słoneczne.

Co dokładnie robiłyśmy, jak wyglądały nasze dni… To wszystko oczywiście w nowym wyjazdowym vlogu. Enjoy!

A i uważajcie na meduzy. Jak się okazuję, mogą w najmniej oczekiwanym momencie się pojawić i to w miejscu, gdzie teoretycznie nie powinno ich być…

SZYBKI OBIAD W 10 MINUT!

Wiecie, że lubię wyzwania. Pytaliście, kiedy obiad w 10 minut, proszę bardzo – jest! W sumie takie filmiki mogłabym nagrywać często – tylko skąd pomysły brać?  Raz na jakiś czas dostaje olśnienia. Tak, to jest to. To mogę spróbować zrobić w 10minut! A swoją droga jeżeli Wy macie jakieś pomysły na taki szybki obiad, to śmiało zostawcie je w komentarzu.

A my zrobiłyśmy coś co przypomina trochę burrito trochę quesadillę. Na patelni podsmażyłyśmy mieloną wołowinę. Następnie dodałyśmy do niej czerwoną fasolę z puszki oraz kukurydzę i na samym końcu pokrojone pomidory. Doprawiłyśmy solą, pieprzem i cynamonem. Chociaż tutaj przydałaby się specjalna przyprawa do burrito, której akurat nam zabrakło. Placki oczywiście były gotowe. Wystarczyło tylko dodać ser i podgrzać je na patelni, aby się zarumieniły a ser roztopił. I voila! Obiad w 10 minut gotowy! Jak nam to wszystko wyszło? Czy zmieściłyśmy się w czasie? Czy dziewczynom obiad smakował? To wszystko w naszym filmiku. Dobrego odbioru;)

 

 

JAK ZROBIĆ BATONIKI BOUNTY?

Pytałyście kiedy będzie kulinarnie i jest kulinarnie. Całą babską ekipą wylądowałyśmy w kuchni i zrobiłyśmy dla Was coś pysznego!

To domowe batoniki bounty. Są mega pyszne a co więcej bardzo łatwo i szybko się je robi, jednym słowem przepis idealny dla każdej zapracowanej mamy.

Czego potrzebujemy?

  • Śmietana kremówka – opakowanie 200 gramów
  • Wiórki kokosowe – 200 gramów
  • Cukier puder – 3/4 szklanki
  • Gorzka czekolada – 2 tabliczki
  • Miód – 2 łyżki
  • Mleko roślinne lub krowie – 1/2 szklanki

A jak to wszystko połączyć?

Śmietanę, wiórki i cukier wrzucamy do jednej miski i robimy masę, z której formujemy batoniki. Mogą to też być kuleczki – tak jak robiła Barbara na filmiku. Gotowe batony i kulki wrzucamy do lodówki na godzinę. Następnie w garnuszku rozpuszczamy czekoladę dodajemy miód i mleko. I tutaj trzeba być czujnym. Nasza polewa nie może być ani za rzadka ani za gęsta i możliwe, że trzeba będzie do niej dodać trochę mleka. Dalej, nic prostszego jak obtoczenie, wymoczenie kulek i batoników w gotowej polewie. Całość ląduje znowu w lodówce na godzinę minimum, można też wrzucić wszystko do zamrażarki. A potem to już tylko należy zrobić sobie kawę i delektować się rajskim smakiem domowego bounty.

Taki dzisiaj przepis na 10minutspokoju.

A my w akcji i cały proces powstawania batoników oczywiście w filmiku. Dobrego odbioru!

 

MAZURY CUD NATURY!

Uwielbiam babskie wypady! Ostatni tydzień spędziłam z Baśką, moją kumpelą Agatą i jej córką Klarą na Mazurach. Mieszkałyśmy w Rydzewie, małej miejscowości położonej nad jeziorem Niegocin. Wiecie taki klasyk, jeden sklep przemysłowo – spożywczy i trzy knajpy, szczerze to więcej do szczęścia nie było nam potrzebne. A jak nam czegoś brakowało (internetu, bąbelków czy ciemnego chleba) to do Giżycka rzut beretem. Było bosko. Pogoda idealna. Dziewczyny miały towarzystwo – w naszym domu dzieci całe mnóstwo. Dzieciaki szalały razem od rana do nocy. Obok oldschoolowy Kemping Echo z plażą. Niedaleko konie, piękne widoki, bociany, cisza i spokój. Tak, spokój z dwiema prawie pięciolatkami i ich bandą. W ciągu dnia były wodne activitis (sąsiad miał skuter i łódkę) a wieczorem dziewczyny otwierały salon kosmetyczny, było malowanie paznokci i czesanie a później oglądanie bajek, łapanie żab czy podziwianie piorunów.

Było tak wspaniale, że serio mogłabym tam zostać. Ba, mogłabym nawet na Mazurach zamieszkać, chociaż net mógłby być lepszy, co by Wam filmiki wrzucać;) Jesteśmy już w domu, ale na bank jak to tylko  będzie możliwe, wrócimy. A jeżeli Wy szukacie miejsca na wakacje z dziećmi, to Mazury są idealne! Z resztą zobaczcie sami.

JUŻ ZA NIMI TĘSKNIĘ!

Do imprezy See Bloggers już zawsze mieć będę sentyment. W zeszłym roku to była moja pierwsza impreza blogosfery i od razu przeżyłam szok. Nie miałam pojęcia, że twórców jest tak dużo,  że to wszystko takie profesjonalne, że wszyscy się rozwijają, integrują itd. Wróciłam z głową pełną pomysłów i postanowieniem, że będę rozwijać swój kanał na YT. Oczywiście nie zrobiłam w tej materii tyle, ile bym chciała (patrz dzieci, dom, praca), ale udało mi się to zrobić na tyle, żeby zostać zauważoną. I tak w tym roku po raz pierwszy dołączyłam do grona prelegentów. Wielka radość. Byłam gościem dwóch paneli w strefie parentingu. Z innymi matkami z sieci zastanawiałyśmy się najpierw, co zrobimy jak nam dzieci dorosną a potem rozmawiałyśmy o tym, co tak naprawdę  w tym parentingu zażera tekst, zdjęcia a może video. W innych strefach też pięknie się działo. I trochę żałuje, że tego czasu mimo wszystko tak mało. Za mało, żeby posłuchać i poznać tych, co ciekawie mówią.

Będę się też trzymać tego, że najfajniejsze jest to, że możemy się po prostu spotkać. Pędziłam jak szalona, żeby uściskać Flowummy i Tekstualną. Mogłam poplotkować z Malwiną i Agnieszką – one o parentingach wiedzą wszystko;) Napić się wina i zjeść kolację z najlepszym blogującym małżeństwem jakie znam Magdą i Maćkiem – bezcenne.  Wprosiłam się na Mazury do Jaskółki. Poznałam Kasię, która jest mega wyluzowana i zawsze szczera. Pokochałam Agnieszkę! Widziałam jej zdjęcia na Insta – mrs. polkadot, ale odkryłam jej teksty, pomysły, inne zdjęcia – kozak! A to i tak nie wszyscy, mogłabym jeszcze wymieniać i wymieniać. I to jest właśnie najpiękniejsze. I już tęsknię….Dobrze, że mamy te blogi, to przynajmniej można zobaczyć, co u kogo słychać;)

 

 

ZAWSZE O NIM MARZYŁAM!

Lubię jeździć na rowerze. Jak byłam w zeszłym roku jesienią w Holandii to po raz kolejny uświadomiłam sobie, że to jest świetny środek komunikacji przez cały rok – nie tylko wtedy, kiedy jest ciepło, a podróż rowerem nad morze – bezcenna. I tam też bacznie obserwowałam jak jeżdżą matki. Dwa foteliki na jednym rowerze to norma.  Ale bardzo dużo jest też cargo bike’ów, czyli tych, co mają budkę z przodu. Może ona być na jednym kole lub na dwóch. Dwa koła mają sens, obawiam się, że z jednym mógłby być problem z równowagą.

Po powrocie zmieniły się dwie rzeczy. Rzeczywiście jeździłam rowerem cały rok (ok oprócz mega mrozów i śniegu) i zachorowałam na rower z budą. Cena nowego mnie powaliła więc jedynym rozwiązaniem dla mnie był rower używany. A gdzie go szukać? Oczywiście w Holandii. Na szczęście moi rodzice mają tam znajomego, który pomógł pojazd ogarnąć i jest! Jest z nami i jest cudowny. Dlaczego taki cudowny i jak się na nim jeździ… to wszystko oczywiście w filmiku.

 

 

JAK ODPIELUCHOWAĆ DZIECKO?

Dobra! Tak serio to nie wiem jak to się robi skutecznie, nie znam jakiejś super metody. Ale wiem jedno. Trzeba być pewnym, że to jest ten moment i po prostu to zrobić! Determinacja i cierpliwość to słowa klucze. Pamiętam jak Baśka miała dwa lata z hakiem i zbliżały się Święta Bożego Narodzenia i postanowiłam, że to koniec. Koniec z pieluchami. Nie w pakuje się z jednych w drugie. Pod koniec marca miała urodzić się Jadzia. Postanowiłam, że ten rodzinny czas wykorzystam, żeby odpieluchować Barbarę. I udało się! Po przerwie świątecznej Basia wróciła do żłobka i pełen sukces. Wiadomo wpadki się zdarzały, ale zdarzają się nawet najlepszym. Nie pamiętam tego momentu, kiedy pożegnaliśmy się z pieluchą na noc, ale poszło to jakoś płynnie i naturalnie. Tutaj akurat sprawdziło się odwiedzanie toalety „na śpiocha”, ale to przez krótki czas.

Więcej, oczywiście w filmiku! Dobrego odbioru;)

OSTATNI DZIEŃ PRZED WAKACJAMI…

Wakacje! Pamiętam te moje pierwsze, szkolne. Miałam 7 lat i pojechałam na kolonie zdrowotne do Ciechocinka. To był czad. Teraz takie rzeczy się nie dzieją. Spaliśmy w szkole, normalnie klasy zamieniały się w pokoje małych wakacjuszy. Były gry i zabawy, pierwsze dyskoteki, spacery pod grzybek czy szaleństwa w odkrytym basenie solankowym – mam wrażenie, że ówczesne rozrywki nie zadowoliłyby dzisiejszej młodzieży, a szkoda. I słuchałam Roxette, na dysce królowały ich hiciory. Pamiętam, że po powrocie kupiłam ich kasetę. W Ciechocinku była jeszcze jedna fajna rzecz. To był hotel Amazonka, na tyłach którego była stadnina koni. Przesiadywałam tam godzinami a po dwóch latach kolonie zdrowotne zamieniłam na obozy jeździeckie w Amazonce właśnie. I tak zaczęła się moja przygoda z jeździectwem, o której może później więcej Wam opowiem.

Teraz na hasło wakacje w głowie pojawia się głównie jedna myśl – trzeba coś zrobić z dziećmi!!! Mamy w planach krótkie wyjazdy, ale to za czas jakiś. Na razie mamy mnóstwo roboty a dzieci wyprawiliśmy do dziadków. Pierwszy raz razem, one same. A ja? Wyspałam się, nie musiałam biegać i załatwiać wszystkiego do 16-tej, poszłam o 8 rano na trening, zjadłam w spokoju obiad, wypiłam dwie ciepłe kawy i jakoś tak dziwnie. Cicho. A jeszcze dwa dni temu…zobaczcie jak wyglądał nasz ostatni dzień przed wakacjami.

BARBARA W HISZPANII I ZEPSUTY SAMOCHÓD, CZYLI WEEKENDOWY VLOG #8

Kolejny weekend, kiedy nie ma Starego za nami, po raz kolejny trzeba było zaplanować jakieś aktivitis, bo my nie z tych, co w domu siedzą. Klasycznie powstał vlog, nie obyło się bez wizyty na placu zabaw i buły z mięskiem, którą Baśka w weekendy ochoczo wcina. Cała akcja wzięła się stąd, że w sobotę Stary ją często na basen zabierał a potem wracając po drodze wcinali bułę. Basenu nie ma a buła została. Swoją drogą, to buła z Efezu, czyli jedynego prawdziwego kebaba w mieście.

Sobota była bez fajerwerków, ale za to w niedzielę… Wszystko zaczęło się od wycieczki na wieś do Basi Szmydt. Jeżeli, ktoś jeszcze jej nie zna, to niech koniecznie nadrobi zaległości i zajrzy na jej bloga. Jest piękny! A jak wiadomo wszystkie Baśki, to fajne dziewczyny. Były szaleństwa w ogrodzie, zabawa w błocie, jak przystało na niedzielę rosół, wpadły dzieciaki sąsiadów, więc było jeszcze weselej a przy tym wszystkim był też czas na babskie ploteczki. Było tak wspaniale, że nawet nie mogliśmy od Basi wyjechać, ale to już szczegóły zobaczcie w naszym vlogu. Miłego odbioru;)