Oto jest, nasz vlog z rodzinnego obozu narciarskiego. Było wspaniale! Byliśmy w Białce Tatrzańskiej a dzieciaki w przedszkolu narciarskim stawiały pierwsze kroki na stokach Kaniówki. Właśnie, jak już wszystko było zarezerwowane to zorientowałam się, że wcale nie mieszkamy blisko Kotelnicy, tylko Kaniówki. I był lekki nerw, że jak to? Przecież miały być piękne długie trasy a nie dwie na krzyż. Ale, ale na szczęście organizatorzy wiedzieli, co robią! Na Kaniówce było spokojnie, mało ludzi. Pierwsza niebieska trasa z orczykiem idealna do nauki a druga z krzesłem świetna do szkolenia i postawienia poprzeczki nieco wyżej. I ta radość z podróży latającą kanapą;)

Ja cały czas jestem w szoku, że ta moja Baśka w 6 dni nauczyła się jeździć! To wszystko zasługa instruktorów, którzy byli wspaniali. Mieli tak genialne podejście do dzieci, z innymi rodzicami podziwiałam ich cierpliwość, spokój i pasję. Organizacja nauki też nie bez znaczenia. Dwie godziny z małą przerwą na herbatę i ciacho, to optymalny czas na stoku dla maluchów. Ale my na stok wracaliśmy jeszcze po południu i to też było ekstra, bo po tych kilku godzinach przerwy było widać kolejne postępy. Co więcej same dzieci czuły, że idzie im coraz lepiej i za każdym razem miały coraz większą frajdę z jazdy i motywację.

Podsumowując jeżeli chcecie, żeby Wasze dzieciaki jeździły, to polecam Wam przedszkola narciarskie tudzież inne zajęcia z dziećmi. Taka formuła jest zdecydowanie bardziej intensywna i tańsza niż godziny jazdy z instruktorem. Warto tylko zwrócić uwagę na to, żeby wszystko było z głową ogarnięte i żeby dzieci jeździły w max. 3,4 osobowych grupach.